KONOPACKA.PL - nr.1
Warto być dobrym?
Ten slogan niektórzy mogą uznać za truizm, inni za niesprawdzalną teorię starych, niedzisiejszych pokoleń, zaś prawdopodobnie bardzo nieliczni uznają za słuszną dewizę w oryginalnych polskich uwarunkowaniach społeczno-polityczno-gospodarczych. Wydaje się, że argumentów potwierdzających jest z każdym rokiem mniej, ba może nawet mniej z każdym miesiącem. Doniesienia o "głosowaniu nogami" wyjeżdżających coraz liczniej za pracą młodych ludzi potwierdzają smutną konstatację, że u nas aby dobrze żyć, wystarczy być cwanym, mieć dobre układy polityczne bądź finansowe.
Czy można zatem być optymistą (wskaźniki optymizmu społecznego, przekonania, że idzie ku lepszemu, są coraz niższe) i liczyć na cud?
Niektórzy socjologowie uznali nieprzewidywalność pewnych przełomów, które następują jakby samoistnie i uruchamiają niezwykłe pokłady ludzkiej aktywności i zbiorowych działań w obiektywnie dobrym kierunku. Filozofowie mają problemy z relacjami dobra i zła, zwłaszcza ci z nich, którzy etykę laicką przeciwstawiają etyce wyznań religijnych. Tu dochodzą pozorne sprzeczności w rozumieniu etyki przez chrześciaństwo, islam, judaizm, hinduizm i inne religie. Krytykowany gdzieniegdzie relatywizm przeciwstawia się idei tolerancji za wszelką cenę ("akceptowalne jest wszystko, czego chce jeden człowiek i twierdzi, że nie szkodzi drugiemu"). Wszystko to dzieje się w warunkach deficytu autorytetów, których resztki są na dodatek niemiłosiernie dziesiątkowane idiotycznymi opiniami lub medialnym wyśmianiem. Nie warto nawet dyskutować, dlaczego te wartościowe jednostki, które nam jeszcze pozostały, nie mają wpływu na istotne decyzje i nie odgrywają roli przywódczej.
Tak więc: czy warto być dobrym? To kluczowe pytanie i brak odpowiedzi może być klęską każdego nauczyciela, każdego dojrzałego, ukształtowanego na wartościach człowieka. Co rozumiemy potocznie pod tą dobrocią? Czy to ktoś na wzór św. Franciszka, Matki Teresy z Kalkuty czy Maksymiliana Kolbe? A może jest to Bill Gates albo Otylia Jędrzejczak? W tym kontekście ktoś jest dobry dla drugiego człowieka lub dobry w tym, co robi uczciwie, osiągając sukcesy życiowe. O której dobroci możemy mówić w relacji do ludzi, zwłaszcza młodych, którzy z pewnością do dobra powinni być przekonywani. Niektórzy twierdzą, że dobro dlatego przegrywa ze złem, że jest nudne. Jak uzasadnić zatem, że warto być dobrym w naszych polskich warunkach? Wymieńmy kilka przesłanek.
Samopoczucie, że jest się dobrym, daje satysfakcję, niekoniecznie przeliczalną materialnie. Głupcom przeciwnie, wystarczy, że dobrze się mają materialnie a już uważają, że są dobrzy - to znaczy lepsi od innych.
Dobry da sobie radę w normalnych warunkach funkcjonowania "prawa wartości". To prawo jednoznacznie nagradza lepszych i wskazuje tym samym drogę gorszym. Da sobie radę dobrocią, a nie złością w stosunku do innych ludzi. Da sobie radę także w zmienionych lub trudniejszych warunkach, gdyż gorszy przystosować się do nich nie zdoła.
Czy te argumenty wystarczają? Z pewnością nie wszystkim, bo są dobrymi obserwatorami i powiedzą; przecież ten jest głupszy od ciebie, a zobacz jak żyje i co ma. Może czasem taki sceptyk nie bierze pod uwagę, że karierę tamtego "idola" może przerwać zainteresowanie prokuratora lub upadek koleżeństwa, które go wyniosło.
Dobry to ten, kto ma w głowie poukładane, bo to jest realna WARTOŚĆ - tym cenniejsza, że niepodatna na kradzież, wyłączając jedynie stany chorobowe umysłu, na co już nie mamy wpływu. Powiedzmy z naciskiem, że takiej wartości nie da się porównać z żadnym dobrem drogocennym, które jest przedmiotem pożądania, rywalizacji, wojny lub zbrodni.
Ludzie, których znamy jako dobrych, posiadają przewagę poczucia wysokiej samooceny, choć zazwyczaj są skromni w swojej wielkości i nie dają odczuć innym tej przewagi. Jest to też wartość, której inni raczej nie zrozumieją i... chyba nie muszą. Warto zatem zdobywać wiedzę, doświadczenie, kształtować umysł przez całe życie, dawać innym tę wartość, dzielić się nią - jej dawanie w niczym nie umniejsza naszego stanu posiadania.
Warto być dobrym, naprawdę!
Dr inż. Grzegorz K. Janicki
Rektor WSKFiT im. Haliny Konopackiej
Jak zaczynaliśmy
Kiedy pod koniec 1997 roku rozmawialiśmy w gronie inicjatorów reaktywowania w Pruszkowie filii warszawskiej AWF (w latach 70. istniał tu punkt konsultacyjny tej uczelni), nikt nie przypuszczał, że w roku 2006 będzie działać samodzielna uczelnia, mająca ugruntowaną pozycję na krajowym rynku wyższej edukacji.
Ja sam w tamtym czasie miałem koncepcję zorganizowania szkoły biznesowo-inżynierskiej, co miałoby uzasadnienie w tradycjach nowoczesnego przemysłu maszynowego, istniejącego w Pruszkowie od okresu międzywojennego oraz w potrzebie innego podejścia do gospodarki w dobie rozwiniętej automatyzacji i globalizacji. Zwyciężył pragmatyzm, bowiem przemysł polski jeszcze się nie podniósł z głebokiego kryzysu, a potrzeba rozwinięcia w kraju usług na niespotykaną dotąd skalę wymagała znaczącego inwestowania w wiedzę.
Tak więc w zaledwie kilka osób, mając do dyspozycji dwa wynajęte pokoje, laptopa i kserokopiarkę, rozpoczęliśmy żmudną procedurę załatwiania formalności prowadzących do rejestracji WSKFiT. Start był opóźniony, bo pozytywna decyzja MEN przyszła dopiero we wrześniu 1999 roku i było już za późno na skuteczną rekrutację. Za to październik roku 2000 przyniósł nam prawdziwą satysfakcję - uczelnia wzbudziła duże zainteresowanie. W pierwszej inauguracji w małej hali MOS uczestniczyło ponad 300 pierwszoroczniaków.
Siedziba uczelni nie była wtedy imponująca: mieściliśmy się na pięterku spółdzielczego pawilonu vis a vis Pogotowia Ratunkowego. Musieliśmy wynajmować na wykłady sale konferencyjne na terenie Pruszkowa, a na basen studenci jedzili do Grodziska Mazowieckiego kolejką WKD. Nikt jednak nie narzekał i dziś absolwenci z pierwszego rocznika wspominają ten pionierski okres z dumą i wzruszeniem. Nie brakowało oczywiście momentów stresujących dla kadry dydaktycznej - już po pierwszym roku zapowiedziano kontrolę uczelni, najpierw przez MEN, potem przez Państwową Komisję Akredytacyjną na wychowaniu fizycznym oraz na turystyce. Podporządkowaliśmy się władzom i pomyślenie przeszliśmy obie akredytacje, a jak wiemy wiele uczelni ma z tym ogromne problemy.
Zainwestowaliśmy w nową siedzibę, właściwie ją zaadaptowaliśmy na potrzeby uczelni. Są to dwa piętra w budynku dawnego CBKO. Zbudowaliśmy aule, laboratoria przedmiotowe i komputerowe, rozwinęliśmy księgozbiór biblioteki. W miejscu naszego startu, czyli w budynku Miejskiego Ośrodka Kultury, pozostało biuro kursów i studiów podyplomowych, które organizuje na dużą skalę tego typu edukację. Przedostatnia nasza inauguracja, połączona z nadaniem WSKFiT imienia Haliny Konopackiej i poświęceniem sztandaru uczelni odbyła się w dużej hali ZNICZ i zgromadziła oprócz studentów wielu znakomitych gości.
Na inauguracji roku akademickiego 2006/2007 możemy poszczycić się nową jednostką organizacyjną - Wydziałem Wychowania Fizycznego w Warszawie. Teren OSiR-u i klubu Marymont przy ul. Potockiej będzie doskonałym miejscem dla studiowania w "Konopackiej" przez warszawiaków.
Innych wspaniałych planów na razie nie będziemy ujawniać ze względu na konkurencję - oczywiście tę mniej uczciwą, która nam depcze po piętach. Na współpracę krajową i zagraniczną jesteśmy jednak otwarci, już zostały podpisane cztery umowy z uczelniami, które myślą podobnie jak my.
Przeszliśmy długą drogę od tamtych dwóch pokoików, laptopa i pożyczonej kserokopiarki. Stworzyliśmy naszą Uczelnię od podstaw, wypromowaliśmy cztery roczniki absolwentów. Jedno wszakże z pewnością się nie zmieniło: nasz entuzjazm i przekonanie, że to, co robimy, jest naprawdę potrzebne
Tor nie tylko dla kolarzy - Rozmowa z Wojciechem Walkiewiczem, prezesem Polskiego Związku Kolarskiego
Panie Prezesie, pamiętam czasy największej popularności Wyścigu Pokoju, kiedy w czasie transmisji zamierało życie na ulicach. Szkoda, że dziś już tak nie jest....
Czasy, kiedy wyścigi kolarskie budziły tak wielkie emocje społeczne, już nie wrócą, dziś kolarstwo ma dużą konkurencję innych dyscyplin, innych form spędzania czasu. Ale z pewnością warto nie tylko kibicować naszym kolarzom, ale i samemu jak najczęściej jeździć na rowerze.
Dlaczego rower ma tak dobry wpływ na naszą kondycję?
W czasie jazdy cały organizm jest równomiernie obciążony, pracują mięśnie, płuca, serce, ale jest to forma bezpieczna, taka, która przy minimum rozsądku nie grozi przykrymi konsekwencjami zdrowotnymi. Poza tym, na rowerze można jeździć od dzieciństwa do późnej starości.
Gdyby jeszcze było gdzie jeździć!
Ścieżki rowerowe, a raczej ich brak, to temat, który jest poruszany z podziwu godną konsekwencją i z podziwu godnym... brakiem efektów. Tymczasem na przykład w Brukseli od niedawna działają wypożyczalnie rowerów umożliwiające poruszanie się po całym mieście. W jednej rower się wypożycza, w drugiej, wiele kilometrów dalej, można go oddać. Koszt wypożyczenia roweru jest symboliczny, zwłaszcza w porównaniu z opłatami za parkowanie. O Holandii, gdzie nawet wysocy urzędnicy przyjeżdżają do pracy na dwóch kółkach, a nie służbową limuzyną, już nie wspomnę.
Kryty Tor Kolarski w Pruszkowie nie rozwiąże, co prawda, problemów polskich rowerzystów, ale z pewnością diametralnie zmieni warunki treningu naszych kolarzy torowych. Wiele wskazuje na to, że czeka nas renesans zainteresowania tą dyscypliną.
Tor będzie służył do treningów nie tylko polskim kolarzom torowym, ale także zawodnikom z innych krajów - już teraz mamy oferty jego wynajęcia od kolegów z zagranicy. To nowoczesny, spełniający wszystkie światowe normy obiekt, ogromny nie tylko na polską, ale i na europejską skalę.
Skąd idea, żeby zbudować go w Pruszkowie?
Podjęliśmy decyzję o lokalizacji toru właśnie tu, bo władze Pruszkowa wykazały zainteresowanie, dobrą wolę, chęć konstruktywnej współpracy. Przy tak gigantycznej inwestycji to konieczne. Jestem bardzo wdzięczny za taką postawę i zarazem przekonany, że tor będzie dobrze służył i kolarzom, i miastu.
Mówimy: tor kolarski, ale powstaje przecież obiekt, który będzie miał wiele innych funkcji.
Oczywiście, wykorzystywanie toru tylko do organizacji imprez kolarskich byłoby bezsensowne i nieekonomiczne. Ogromny koszt budowy toru to dopiero początek wydatków - jego utrzymanie jest, z oczywistych przyczyn, bardzo drogie. Wnętrze zostało tak zaprojektowane, żeby dało się wykorzystywać do najróżniejszych celów: na imprezy masowe, uroczystości miejskie, wystawy, spotkania, wykłady. Będzie tam również nowoczesne zaplecze, które posłuży wszystkim zainteresowanym utrzymaniem dobrej kondycji mieszkańcom miasta i okolic, m.in. klub fittness dla pań, gabinety odnowy biologicznej. Obok toru powstanie hotel, myślimy także o zagospodarowaniu sąsiadującego z torem akwenu. To będzie miejsce aktywnego wypoczynku dla całej rodziny, jestem zresztą przekonany, że tor i obiekty towarzyszące staną się magnesem przyciągającym gości z kraju i zagranicy.
Kiedy odbędą się na pruszkowskim torze pierwsze zawody kolarskie?
W czerwcu 2008 roku. Będą to Mistrzostwa Europy w kolarstwie torowym. Już teraz na nie zapraszam.
Będziemy na pewno!
Dziękuję za rozmowę.
Konie dają pracę
Jeździectwo wciąż jeszcze ma w Polsce opinię rozrywki elitarnej i bardzo kosztownej. Niesłusznie, bo rekreacyjna jazda konna, bez wielkich ambicji sportowych, jest już dostępna dla osób o przeciętnych dochodach i ten trend - podobnie jak w krajach zachodnich - będzie się umacniał. Tam, gdzie jazda rekreacyjna jest popularną formą spędzania czasu, doskonale prosperuje cały "koński przemysł" - produkcja pasz, akcesoriów, ubiorów, pensjonaty dla koni, produkcja i wynajem środków do transportu zwierząt i in. Przyjmuje się, że trzy konie wierzchowe dają jedno miejsce pracy. Z symulacji, które przeprowadziliśmy, wynika, że w Polsce dzięki "przemysłowi końskiemu" może w ciągu najbliższych lat powstać 50 - 70 tysięcy miejsc pracy.
Pod wierzch czy do rzeźni?
Przed laty Polska była końską potęgą: w naszym kraju żyły 2 miliony koni! Dziś jest ich zaledwie około 400 tysięcy, ale około 80% z nich to konie robocze i - niestety - rzeźne. Polski Związek Jeździecki z troską obserwuje sytuację tych ostatnich. Popieramy działania organizacji, które wykupują konie przeznaczone na rzeź. Bardzo często zresztą właściciele pochopnie pozbywają się w ten sposób koni, które mogą przynieść mu znacznie więcej pieniędzy, pracując jako koń pod wierzch czy do zaprzęgu. Myślę, że w kraju o tak wspaniałych tradycjach kawaleryjskich jak Polska, sprzedawanie koni na mięso naprawdę nie przystoi. Z całą pewnością jednak proporcje pomiędzy końmi wierzchowymi i roboczymi będą się zmieniać na korzyść tych pierwszych. To także światowa tendencja, która jest zarazem wielką szansą na rozwój atrakcyjnych form rekreacji.
Gdzie jest koń-profesor?
Coraz modniejsze - i PZJ popiera tę modę - jest uczenie jazdy konnej od wczesnego dzieciństwa. Już ośmiolatki biorą udział w pierwszych "zawodach" - grach i zabawach sportowych na koniu. Wielu rodziców kupuje dzieciom kuce, notabene, ze względu na brak tradycji ich hodowli w Polsce, wciąż jeszcze bardzo drogie, często droższe od "dużych" koni. Ale na koniach mogą jeździć także ludzie starsi, nawet 80-latkowie. Warunek: wszystkie użytkowane rekreacyjnie konie muszą być przyjazne człowiekowi, spokojne i dobrze zajeżdżone, czyli nauczone reagowania na sygnały jeźdźca, zwane językiem jeździeckim - pomocami. Tylko wtedy jazda rekreacyjna jest prawdziwą przyjemnością i, co równie istotne, jest bezpieczna. Tymczasem brakuje u nas profesjonalnych ujeżdżaczy koni (odpowiedników niemieckich Bereiterów), zbyt mało jest też koni-profesorów, które są niezastąpione w przypadku niedoświadczonych jeźdźców.
Gdzie jest wykwalifikowany instruktor?
Polski Związek Jeździecki postawił sobie za cel zmianę jakości szkolenia kadr instruktorów-trenerów jeździeckich. Polskie przepisy są w tej dziedzinie zdecydowanie anachroniczne. Staramy się zaadaptować do naszych warunków niemiecki system szkolenia. Nie jest to łatwe, bo niemiecki system szkolenia jest czasochłonny i kosztowny. W większości państw zachodnich instruktor jeździectwa szkoli się w systemie stacjonarnym przez okres do 3 lat. Jest to możliwe dzięki dotacjom i sponsorom.
Nasza współpraca w WSKF i T im. Haliny Konopackiej w Pruszkowie wiąże się właśnie z tymi planami.
Chcemy wspólnie kształcić doskonale przygotowane, w pełni profesjonalne kadry instruktorów jeździectwa. Przygotowaliśmy bardzo dobry projekt, liczymy na jego dofinansowanie z jednego z europejskich funduszy pomocowych. Jestem przekonany, że ta współpraca przyspieszy rozwój "końskiego przemysłu" w Polsce - atrakcyjnego, ekologicznego i dochodowego.
Na początku był taniec
Jest w tym dużo prawdy. Taniec towarzyszy życiu od tysiącleci, pełniąc przeróżne funkcje (tańce plemienne, taniec wojenny, taniec jako element dobrego wychowania, czy wreszcie taniec jako konkurencja sportowa i zabawa).
Od zawsze też taniec wyrażał wiele emocji i pomagał, dzięki swej magii, zrozumieć otaczającą rzeczywistość. Język tańczącego ciała, choć pozbawiony werbalnych środków ekspresyjnych, pozwala równie wyraziście przekazać wszystkie ludzkie emocje, nawet te sprzeczne jak radość i smutek.
Nie da się ukryć, że taniec to też ... miłość (taniec godowy u zwierząt). Początkowo do bóstwa, później do człowieka. Taniec to jedność, prawie jak w małżeństwie. Człowiek łączy się w parę i by osiągnąć pełnię szczęście, potrzebuje drugiej osoby, zależy od niej. W "Newsweeku" ukazał się jesienią 2004 roku artykuł o polskim tańcu ludowym napisany przez Brazylijczyka. Zwraca w nim uwagę na to, iż właśnie polskie tańce najbardziej wyrażają właśnie miłość. Może doczekamy chwili, gdy polskie tańce narodowe, które wyrosły przecież z tradycji, jak i brazylijska, zmysłowa samba, zagoszczą na parkietach dyskotek?
Gdy tańczymy, w naszym organizmie wytwarza się hormon szczęścia - endorfina. Ona pobudza, daje radość i poczucie spełnienia (gdyby nie ona, nikt pewnie nie chodziłby na dansingi i do dyskoteki). Aktywność i ruch wpływają ponadto korzystnie na nasz układ nerwowy, rozładowując stres. Taniec poprawia krążenie i ogólną sprawność fizyczną. Jest przyjemniejszą niż zajęcia korekcyjne metodą poprawiania wad postawy ciała, tak częstych u dzieci i młodzieży szkolnej.
Ostatnimi laty zauważyć można wzrost zainteresowania tańcem. Z wielu powodów. Jednym z nich z pewnością jest swoista moda wykreowana przez środki masowego przekazu (programy rozrywkowe, reklamy, relacje z konkursów tańca i innych zawodów sportowych). Stąd też rosnące zapotrzebowanie na szkoły tańca, zespoły, kursy instruktorskie. To jest powód do dumy - nasze społeczeństwo dojrzewa do życia w ruchu. "Mazowsze", dając rocznie ponad sto koncertów, potwierdza, że taniec jest potrzebny.
Tańczyć można w każdym wieku. Czasem, w zależności od odmiany tańca, może łączyć się to z jakimiś ograniczeniami fizycznymi. Co daje dzieciom? Z pewnością poprzez uczestnictwo w zajęciach uczy odpowiedzialności, systematyczności, życia w grupie, życia z partnerem. Ogólnie: taniec rozwija sprawność fizyczną, budzi świadomość własnego ciała - jego ruchów i możliwości. Zwiększa kontrolę nad nim, poprawia koordynację, pobudza i rozładowuje. Jeśli nie ma przeciwwskazań zdrowotnych, zajęcia z tańca wprowadzane są już w przedszkolu. Osoby starsze, jeśli pozwala im na to zdrowie, często decydują się na naukę tańca z różnych powodów. Najczęściej pozwala im to zmierzyć się z upływającym czasem, budząc chęć życia i dając poczucie atrakcyjności. Często też jest to realizacja marzeń, na których spełnienie nigdy nie wystarczało czasu.
KONOPACKA.PL - nr.2
Kształcić elitarnie
Cóż to za pomysł – powie ktoś – żeby w dobie demokracji i równości edukacja była elitarna? Jak można dopuścić to tego, żeby jedni mogli być gorzej wykształceni, bo nie są traktowani elitarnie, tylko zwyczajnie, a inni będą się wyróżniać i powodować u tych pierwszych poczucie krzywdy, nietolerancji braku wiedzy, niesprawiedliwego traktowania? Chyba powinno się zrozumieć, że nie każdy jest geniuszem i może poczuć się niedowartościowany. Może więc wyrównać jego trudne położenie i podciągnąć mu ocenę do tej, jaką uzyskał ten okropny geniusz? Czyż to nie demokracja?
Wchodzimy w filozofię, czy szkoła jest instytucją demokratyczną w sensie kształcenia, zdobywania kwalifikacji i w ocenianiu przyswajanej wiedzy. Należy wyraźnie stwierdzić, że w tym względzie zarówno w przedszkolu, jak i w szkole i na uczelni nie ma tak rozumianej demokracji. Kto domaga się takiej „demokracji”, uosabia myśli Mao lub jego ucznia Pol Pota, dotyczące równości ludzi, a zwłaszcza wyrównywania – w dół – wszelkich różnic pomiędzy nimi.
Kto słyszał, abyśmy nie wyróżniali najlepszych w szkole, nie stawiali ich za wzór do naśladowania innym, nie dodawali im ochoty do dalszego rozwoju, nie traktowali w sposób indywidualny? Przecież byłoby to nielogiczne! Wiemy, że słowo "kujon" odstrasza uczniów zdolnych i odbiera im motywację do nauki. Czy nauczyciele rozwiązują ten trudny problem, czy też jest to dla nich wygodne? Znamy hasło, że „wszyscy mają jednakowe żołądki”, głowy jednak nie – na szczęście. Miarą postępu cywilizacji jest rozwój wiedzy i możliwość jej efektywnego przyswajania w jak najwyższej wymaganej formie. Postęp cywilizacji kreują elity, jakby nie demokratycznie to zabrzmiało i nic się na to nie poradzi.
Wykształcić elity jest najtrudniej, bo, po pierwsze, musimy dysponować elitą wiedzy wśród nauczycieli, dydaktyków-pracowników nauki, kultury, wychowawców. Po drugie, należy stosować selekcję kandydatów do kształcenia, czyli egzamin – znowu niedemokratycznie!
No i na koniec stworzyć warunki, aby ten układ zadziałał. Warunki umożliwiające jak najlepsze przekazywanie, jak najlepszą percepcję z wykorzystaniem dostępu do wyselekcjonowanej informacji, wraz wyposażeniem na wymaganym poziomie, w otoczeniu przyjaznym, ekologicznym i zrównoważonym. Czy to naprawdę możliwe, czy są na to pieniądze? To tak, jak byśmy zaczeli zadawać pytania podstawowe: czy chcemy żyć, czy może wolelibyśmy umrzeć. Przecież to oczywiste, że poza naszym krajem będą rozwijać się elity, a u nas średniacy, to w efekcie oni będą „jeść”, a my – „głodować”. Tego nie zmienią żadne odezwy, obietnice ani hasła, że „demokracja i rówość przede wszystkim”. Nie chciałbym, żeby ktoś pomyślał, że jestem zwolennikiem nierówności społecznej. Ci co mówią wiele o równości w szkole, doskonale tłumaczą rozmaitą nierówność, np. wobec prawa, przywileje władzy, koncesjonowanie poprzez szczególne przepisy, realizację swych partykularnych celów i udowadnianie, że tak jest w porządku.
Takiej demokracji zdecydowanie nie uznaję. Szkoła musi być elitarna, wiedzą o tym doskonale rodzice, którzy poszukują tej najlepszej dla swoich dzieci, a potem studenci, którzy widzą swą szansę na studiach zagranicznych.
Kończy się era zdobywania „papieru” zwanego dyplomem, wchodzi w życie model uzyskiwania świetnych referencji, popartych wiedzą zdobytą w elitarnej szkole. Kształcenie elitarne jest koniecznością, ze względu na ważne cele społeczne, państwowe, jak i na cele indywidualne. Ci, którzy nie mogą dostać się do elity wiedzy, a chcą, powinni otrzymywać pomoc. Taki system funkcjonuje w różnych krajach, u nas też w postaci stypendiów naukowych, może w zbyt małym stopniu jeszcze wykorzystywanych. Tych, którzy nie chcą, nie ma po co „ciągnąć za uszy”. Znajdzie się dla nich miejsce w innych zawodach, niewymagających wykorzystywania nadmiaru intelektu.
Utrzymywanie edukacji na słabym poziomie nie ma sensu, jest stratą pieniędzy i czasu, oszukiwaniem samych siebie.
Trzeba wprowadzić kształcenie elitarne, wszelkie metody i formy wysokiego poziomu jakości, ze starannym doborem i wyłanianiem najlepszych. Można to zrobić i powinno się udać, oczywiście nie natychmiast – stopniowo, jednak konsekwentnie.
W ostatecznym rozrachunku wszyscy na tym skorzystają.
Buduję sportowe miasto- Rozmowa z Janem Starzyńskim, Prezydentem Pruszkowa, członkiem Rady Patronackiej WSKFiT
W Pruszkowie działa wyższa uczelnia sportowa, buduje się, rozbudowuje i unowocześnia obiekty sportowe, kilka tysięcy młodzieży czynnie uprawia sport. W budżecie miasta wydatki na sport są poważną pozycją. Panie Prezydencie, skąd u Pana taka słabość do sportu? Nie ma mowy o żadnej słabości. Co prawda w czasach studenckich sam uprawiałem sport, ale to nie jest sprawa sentymentu. Sport jest jednym z atrybutów Pruszkowa jako miasta. Pełnię swoje obowiązki trzecią kadencję i od początku swojej prezydentury, postanowiłem sobie, że uczynię z Pruszkowa centrum sportu i rekreacji. Nie chodzi mi o jakąś konkretną dyscyplinę, ale o ideę ośrodka miejskiego, w którym nie paple się o potrzebie wychowania przez sport, ale się to robi. Zresztą miałem wspaniały fundament do budowania...
Pan na myśli „Znicz"?
„Znicz" ma wielką tradycję. Klub Sportowy, który istnieje 87 lat jest wartością samą w sobie. A Pruszków jest młodym ośrodkiem miejskim. Nie mamy tu rynku, centralnego placu i w sposób naturalny tereny sportowe stały się forum dla miejskich imprez i festynów. Trzeba było zadbać o właściwy wygląd i wyposażenie tego miejsca, a przy okazji spłacić dług wdzięczności od miasta. Stadion zyskał nowe trybuny. W tym roku zostanie ukończone zaplecze logistyczne, z sanitariatami, pomieszczeniami dla sędziów i sportowców, centrum prasowym i szatniami z prawdziwego zdarzenia. Oprócz dziś istniejącej - dużej, powstanie mała hala sportowa, którą będziemy wykorzystywali również do organizacji imprez kulturalnych. To jeszcze nie wszystko. Modernizujemy bieżnię i zakładamy sztuczną nawierzchnię na boiskach treningowych. Jest dla kogo to robić. Tylko w sekcji piłkarskiej trenuje 300 dzieci, a kilkadziesiąt gra w piłkę ręczną...
Cały Pruszków trenuje w „Zniczu"? No nie. Mamy około 20 szkolnych klubów sportowych. Modernizujemy boiska szkolne. Dziś wszystkie boiska przy szkołach podstawowych i gimnazjach mają nowoczesną elastyczną nawierzchnię lub są pokryte sztuczną trawą. Budujemy i projektujemy kilka sal gimnastycznych. Remontujemy te, które są. Mamy również boiska osiedlowe. W tym bardzo popularne boisko piłkarskich szóstek w Osiedlu Staszica. Tam grają nie tyko dzieci. Jest Miejski Ośrodek Sportu - oczko w głowie Starostwa Powiatowego, z nowoczesnym boiskiem z trybunami, lodowisko... Miasto dokłada się do tego, ale całość to własność i inwestycja Starostwa. Zresztą... Pani Starosta Elżbieta Smolińska przewodniczy Radzie Patronackiej Wyższej Szkoły Kultury Fizycznej i Turystyki im. Haliny Konopackiej, która działa w Pruszkowie i sprawa wychowania przez sport jest jej bardzo bliska. Wspólnota celów powiatu i miasta wychodzi mieszkańcom na zdrowie. Dziś Pruszków to nie tylko tradycyjna koszykówka, ale także piłka nożna, siatkówka, judo, karate, piłka ręczna i pływanie... Dawniej był w Pruszkowie basen przy fabryce ołówków. To już historia. Tego basenu nie ma. Od 2003 roku mamy nowoczesny obiekt wybudowany pośród unikalnego, chronionego krajobrazu rzeki Utraty. Dorobiliśmy się klubu pływackiego. Odbywają się zawody. Z basenu, a właściwie zespołu basenów i wodnej infrastruktury ze zjeżdżalniami i sauną, korzystają setki uczniów z pruszkowskich szkół. Mamy nawet w jednej ze szkół klasę sportową ze specjalnością pływacką. Korzystają także osoby starsze i emeryci. Na basenie nie ma barier dla niepełnosprawnych, są natomiast preferencje dla seniorów. Prowadzi się zajęcia rehabilitacyjne. Bardzo popularny, szczególnie wśród pań, jest aquaerobic - wodna odmiana areobicu. Jeśli mogę zareklamować basen, to ceny mamy najniższe wśród okolicznych miast (baseny są w Grodzisku Mazowieckim, Raszynie i Sochaczewie), a bilet upoważnia do korzystania ze wszystkich urządzeń.
Obok basenu powstaje tor kolarski.
Tor jest budowany nie tylko dla kolarzy. Ten bardzo nowoczesny obiekt będzie służył także do organizacji wystaw, targów i pokazów. Jego konstrukcja umożliwia wjazd do środka hali z torem nawet bardzo dużych samochodów ciężarowych. Z widownią na 2,5 tys. widzów, teren wewnątrz toru będzie także doskonałym miejscem dla siatkarzy (hala "Znicza" jest za niska). Planujemy, że budowa zostanie ukończona najdalej w I kwartale 2008 roku. Planowane są już kolarskie torowe Mistrzostwa Europy w 2008 roku i Mistrzostwa Świata w 2009 roku. Blisko tego wszystkiego jest Polski Związek Kolarski, który swoją siedzibę przeniósł z Warszawy do Pruszkowa.
Panie Prezydencie, czy Pruszków zarabia na sporcie? Oczywiście, choć trudno przeliczyć to na złotówki. Rutynowe badania uczniów w szkołach potwierdziły, że poprawił się tzw. poziom zdrowotności. Mówiąc ludzkim językiem, mniej mamy niewłaściwych postaw, dosłownie i w przenośni. Młodzież jest sprawniejsza, prowadzi zdrowszy tryb życia. Mieszkańcy mają czym się zająć i wokół czego jednoczyć. Wraz z wyższą kulturą fizyczną rośnie poziom kultury ogólnej. To jest wartość nie do przecenienia. Ale trzeba powiedzieć, że to kosztuje sporo pieniędzy. W dziedzinie sportu i kultury nie ma inwestycji, do której nie trzeba na początku dołożyć. Sztuka polega na tym, żeby dołożyć jak najmniej. Ale trzeba... Nie byłoby takiego zainteresowania klubami szkolnymi gdyby nie pomoc z budżetu miasta. Nie byłoby wielu inicjatyw w dziedzinie kultury fizycznej, gdyby nie nasza determinacja. Zresztą, z czasem te nakłady powinny się zwracać. Niekoniecznie w złotówkach, ale w jakości życia, w poczuciu wspólnoty miejskiej i dumie z bycia pruszkowianinem. Jednym z moich marzeń jest, żeby o Pruszkowie zaczęto mówić „sportowe miasto". I myślę, że tego doczekam.
Dziękujemy za rozmowę.
Poprawić kondycję jeździectwa
Wyższa Szkoła Kultury Fizycznej i Turystyki im. Haliny Konopackiej podpisła umowę z Equisport - Stowarzyszeniem na Rzecz Promocji Sportów Konnych. Studenci WSKFiT będą mieli możliwość profesjonalnej nauki w jednym z najlepszych ośrodków hippiki w Polsce.
Jan Szoc, wiceprezes Equisport, tak wypowiada się o znaczeniu tej umowy:
Jeździectwo jest moją miłością. Od lat czuję powinność pokazywania młodym ludziom sportu szlachetnego, takiego, w którym nie ma brutalności. Stąd wziął się pomysł na zainwestowanie w ośrodek jeździectwa w Warce, Farma Sielanka. Misją Stowarzyszenia Equisport jest propagowanie i kultywowanie tradycji jeździectwa oraz promocja i rozwój hippiki. Swoje zadanie Stowarzyszenie realizuje poprzez organizowanie zawodów sportowych o randze międzynarodowej, ogólnopolskiej oraz regionalnej. W tym roku Stowarzyszenie Equisport oraz ośrodek jeździecki Farma Sielanka będą gospodarzami Mistrzostw Świata w Powożeniu Zaprzęgami Parokonnymi, które odbędą się w sierpniu. Są to drugie takie mistrzostwa organizowane w Polsce, pierwsze odbyły się w 1995 roku pod Poznaniem. Stowarzyszenie Equisport wspiera również czołowych polskich zawodników, będących wielokrotnymi zwycięzcami rozgrywanych zarówno w Polsce, jak i na świecie zawodów w konkurencjach: powożenia, skoków oraz woltyżerki. Największym sukcesem Equisport było zdobycie srebrnego medalu drużynowo i brązowego medalu indywidualnie przez Romana Kusza na Mistrzostwach Świata w Powożeniu we Francji w 2003 roku. Stowarzyszenie wspiera również sekcję skoków oraz powożenia Klubu Jeździeckiego Sielanka. Dzięki umowie zawartej z Wyższą Szkołą Kultury Fizycznej i Turystyki im. Haliny Konopackiej, studenci będą mogli uczyć się pod okiem profesjonalnej kadry instruktorów, którzy mają na swoim koncie wiele sukcesów. Studenci Konopackiej będą mogli również korzystać z wszelkich przywilejów, które niesie za sobą nauka jazdy konnej na Farmie Sielanka. Co to znaczy?
Grunt to podstawa
Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak misternie zbudowane jest podłoże stadionu jeździeckiego, czyli hipodrom. Sięga ono aż dwa metry pod powierzchnię i składa się z różnych warstw, m.in. piasku kwarcytowego, fizeliny i całego systemu drenażu, aby odprowadzać wodę. Takie podłoże pracuje razem z kopytami konia. To znaczy, ugina się, ale nie zapada. Po skoku kopyta konia opadają na powierzchnię z naciskiem siedmiu ton na centymetr kwadratowy. Na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach hipodrom zrobiony był z trawy posianej na skale. Wyglądało to bardzo ładnie, ale ponad dwadzieścia koni uległo kontuzjom. Podłoże było za twarde. Po tym incydencie w Międzynarodowej Federacji Jeździeckiej rozgorzała dyskusja, w której podkreślano potrzebę zestandaryzowania rodzaju podłoża. W Warce znajduje się jeden z najlepszych hipodromów w Europie. Inne elementy dotyczące zawodów i jeździectwa są bardziej określone zasadami. Na przykład bardzo ważna jest waga przeszkód. Nie mogą być one zbyt ciężkie, aby nie uszkodzić konia, który je zrzuci. Jeden drąg może maksymalnie ważyć dziesięć kilogramów. Ta waga jest często przekraczana i w tym wypadku nawet ochraniacze mogą nie okazać się skuteczne. Jeżeli chodzi o międzynarodowe wymogi, ważne jest także całe otoczenie, w którym jeździec i koń przebywają. Zazwyczaj polskie stajnie są małe i czuć je na odległość. Stajnie powinna mieć odpowiedni przepływ powietrza, powinna być duża, a boks według norm europejskich powinien mieć przynajmniej 12 metrów kwadratowych. Na Farmie Sielanka te wszystkie standardy są zachowane.
Solarium dla konia
Również przygotowanie konia do jazdy wygląda tu inaczej niż w większości innych stadnin. Koń po każdej jeździe jest kąpany, a potem suszony w tzw. solarium. W solarium znajdują się fale światła o różnych długościach, dzięki temu nie tylko suszą konia, ale również rozgrzewają jego mięśnie, co zapobiega urazom. Wszystkie konie sportowe na Farmie Sielanka są golone. Dzięki temu nie pocą się tak bardzo, a ich skóra może oddychać. Przed każdą jazdą jeździec masuje konia szczotką z krótkim włosiem, twardą i elastyczną. Te wszystkie czynności składają się na o wiele lepszą jakość jazdy i bardziej efektywną współpracę z koniem.
Dobra rada na początek
Jeździectwo potrzebuje bardzo dobrej kadry. To właśnie od nich zależy, czy ktoś, kto złapał bakcyla jazdy konnej, będzie wierny tej pasji. Często bowiem dochodzi do urazów, nierzadkie są upadki z konia. Dlaczego mimo wszystko miłośnicy tego sportu nie rezygnują z niego? W tym tkwi tajemnica. Dobry instruktor jest na wagę złota. W Polsce bardzo łatwo zdobyć certyfikat instruktora rekreacji ruchowej specjalizacja: jeździectwo TKKF. Takich instruktorów jest bardzo wielu i powoli następuje dewaluacja tego dokumentu. Wyższym stopniem wtajemniczenia dla osoby, która jeździectwa chciałaby uczyć jest: instruktor sportu Polskiego Związku Jeździeckiego. Na ten kurs bardzo trudno się dostać. Udaje się to jedynie 40% ludzi, którzy chcą zapisać się na kurs, a kończy go pomyślnie jedynie 50% spośród przyjętych. Egzamin obejmuje zarówno wiedzę teoretyczną, jak i praktyczną. Nasze Stowarzyszenie chce przełamać stereotyp, że jeździectwem może zająć się każdy. Potrzeba tutaj dużej wiedzy i oddania tej dziedzinie. Dopiero niedawno Polski Związek Jeździectwa przetłumaczył z Federacji niemieckiej zakres wiedzy teoretycznej potrzebnej do zdania egzaminu na instruktora sportu. A wiedza teoretyczna jest bardzo ważna. Konie są często nieprzewidywalne. Należy wiedzieć, jak radzić sobie z urazami, jak zapobiegać kontuzjom.
„Burżuazyjny" sport z wielką przyszłością
Polski Związek Jeździectwa miał swoje trudne czasy. Za czasów PRL jazda konna nazwana byłą sportem burżuazyjnym. Tymczasem teraz jest to jedyny sport olimpijski, gdzie w tych samych kategoriach mogą brać udział zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Również wśród ogierów i klaczy panuje równouprawnienie, są bowiem traktowane na równych zasadach. Jazda konna jest sportem szlachetnym, a polska tradycja jest godna kontynuacji.
Bez konia nie byłoby polskiej historii. Był on wręcz symbolem naszych zwycięstw, bitew, często pojawiał się w malarstwie. Dzisiaj 300 tysięcy osób ma regularny kontakt z koniem. PZJ dostaje niewystarczające fundusze na organizację i polepszanie kondycji polskiego jeździectwa. Dlatego trzeba wziąć to w swoje ręce. I myślę, że razem z Wyższą Szkołą Kultury Fizycznej i Turystyki im. Haliny Konopackiej odniesiemy sukces.
Opr. Weronika Mliczewska
Mecz zamiast bójki
Opinia publiczna coraz częściej jest informowana o drastycznych aktach przemocy, do jakich dochodzi w polskich szkołach. Najwyższy czas przejść od deklaracji o bezpardonowej walce z tym zjawiskiem - do konkretów.
Ogrodzone wysoką siatką boiska do koszykówki w ubogich dzielnicach amerykańskich miast to widok, który nikogo nie zaskakuje. To tu można „wyrzucić" z siebie agresję, odreagować stresy, nie robiąc nikomu krzywdy.
Jak odreagowują stres polskie dzieci, włóczące się po podwórkach z tabliczkami ZAKAZ GRY W PIŁKĘ POD KARĄ ADMINISTRACYJNĄ, albo przesiadujące na zdemolowanych szkolnych boiskach? Wiemy to wszyscy: badania wykazują, że fala przemocy w szkołach rośnie w zastraszającym tempie
Nie możemy być obojętni
Wyższa Szkoła Kultury Fizycznej i Turystyki im. Haliny Konopackiej postanowiła włączyć się aktywnie w działania na rzecz zwalczania przemocy i agresji w szkołach. Konferencja „SPORT RYWALEM AGRESJI - Rola sportu, rekreacji i turystyki w przeciwdziałaniu agresji i przemocy w szkole" , która odbędzie się 19 marca, stanie się forum wymiany opinii i doświadczeń pomocnych w skutecznym rozwiązywaniu tego dramatycznego problemu.
Nigdy się nie nudzę
W globalnym świecie praca w turystyce jest zajęciem atrakcyjnym, ale wymagającym wysokich kwalifikacji. Nasz nowy cykl: Jak to się robi... przybliży Czytelnikom specyfikę pracy w tej dziedzinie w różnych krajach.
Juan Gutierrez, recepcjonista High Tech Hotel President w samym sercu Madrytu: Pracuję w recepcji już dziesięć lat. Przez ten czas zdobyłem doświadczenie w sześciu renomowanych sieciach hotelarskich. Nie jest to jednak zawód łatwy. Trzeba mieć dużą odporność psychiczną. Czasami goście nie potrafią się rozluźnić nawet na wakacjach i na kimś muszą wyładować stres. Trzeba być na to przygotowanym, choć zazwyczaj spotykam bardzo miłych, kulturalnych gości. Dużo stresu jest także przy rezerwacji miejsc. Jedna pomyłka może bardzo dużo kosztować. Co by się stało, gdybym źle zarezerwował miejsca dla dużej grupy szkoleniowej albo ważnej delegacji?
Praca recepcjonisty jest taka sama na całym świecie. W Madrycie nawet łatwiej ją zdobyć ludziom zza granicy, oczywiście, gdy mają dobre kwalifikacje. Parę lat temu pensje dla imigrantów były niższe, co zachęcało pracodawców do zatrudniania ich. Teraz jest to wyrównane. Osoby zza granicy cieszą się jednak dobrą opinią. Są postrzegani jako osoby zdeterminowane, szybko się uczące i wykazujące się wydajną pracą. Średnio pensja w Hiszpanii w pięciogwiazdkowym hotelu wynosi 1300 euro; w cztero i trójgwiazdkowym około 1245 euro; a w dwugwiazdkowym zazwyczaj 1000 euro. Jeżeli myśli się o dobrej pracy na recepcji, trzeba do mieć solidne wykształcenie. A takie trwa od czterech do pięciu lat. Najlepiej ukończyć szkołę wyższą związaną z turystyką i dwa lata uczyć się specjalizacji: w tym wypadku na recepcjonistę. Ja zrobiłem jeszcze dwa lata specjalizacji w administracji, gdyż praca recepcjonisty często się z tym wiąże. Z edukacją bywa różnie. Niektóre sieci hoteli cenią sobie bardziej doświadczenie. W małych hotelach można zacząć pracę bez żadnego wykształcenia. Dostaje się wtedy darmowe utrzymanie, czyli zakwaterowanie i posiłki, i otrzymuje się bardzo niską płacę. Z czasem to się poprawia. Jest to czas próby i praktyki. Jest ona płatna, więc nie ma obaw o utrzymanie w tym czasie. Dany hotel przyucza wtedy do zawodu, dopasowując kwalifikacje osoby do swoich potrzeb. Jednak żeby dostać pracę w renomowanym hotelu trzeba mieć odpowiednie wykształcenie. I to, co najważniejsze: niezastąpione są języki. To umiejętność kluczowa w tej pracy. Najlepiej znać trzy lub cztery: oczywiście angielski, potem hiszpański, francuski, niemiecki.
Nie zamieniłbym tej pracy na żadną inną. Daje mi możliwość spokojnego życia. Czy chciałbym awansować, być menadżerem? Nie, mam wystarczająco odpowiedzialności na głowie. Jest to praca różnorodna. Nigdy się nie nudzę.
Opr. Weronika Mliczewska
KONOPACKA.PL - nr.3
Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej EURO 2012 to wspaniałe wyzwanie
dla co najmniej czterech najbliższych roczników kończących studia w „Konopackiej".
Rozpoczęcie przygotowań do EURO 2012 daje WSKFiT, uczelni sportowo-turystycznej niepowtarzalną szansę rozwoju. Nie będziemy mieli swojego udziału w budowie stadionów, hoteli czy autostrad - choć to oczywiście nadzwyczaj ważne wyzwania - natomiast możemy i powinniśmy włączyć się w organizację tej imprezy od strony sportowej i logistycznej. Nasi absolwenci mają ku temu wszelkie kwalifikacje.
Usługi czasu wolnego - na czasie
Na EURO 2012 przyjadą do naszego kraju sportowcy i ekipy towarzyszące, kibice i turyści, którzy zechcą połączyć udział w wielkiej imprezie sportowej ze zwiedzaniem i wypoczynkiem. Co to oznacza w praktyce? Potrzebujemy nie tylko sprawnej komunikacji, dużej liczby miejsc w wygodnych, ale niezbyt drogich hotelach, barów i restauracji na przyzwoitym poziomie, ale także armii ludzi, którzy będą w stanie sprawnie zorganizować pobyt naszych gości i zapewnić im szeroki wachlarz usług czasu wolnego.
Zarówno pierwszy zakres zadań, które można nazwać organizacyjno-sportowymi, jak i drugi - ogólno turystyczny, znajdują się w obszarze zainteresowania naszej Uczelni. Tematyka kształcenia, przedmioty i treści nauczania oraz większość prac badawczych naszych studentów i kadry naukowo-dydaktycznej ukierunkowane są na praktyczne wykorzystanie w rzeczywistych warunkach związanych z wychowaniem fizycznym i sportem z jednej strony, a organizacją, animacją turystyki i rekreacji - z drugiej.
Zaczynamy od dziś!
Nasza Uczelnia ma możliwość łatwego i szybkiego adaptowania procesu studiów i programów do istniejących lub przyszłych wymagań rynku. Dlatego już w roku akademickim 2007/2008 wprowadzamy działania podporządkowane przygotowaniu do EURO 2012. Ta decyzja powinna już po trzech latach dać naszym absolwentom możliwość uczestniczenia w zadaniach związanych bezpośrednio z Mistrzostwami. Szczególny nacisk należy położyć na to, aby studenci uzyskali głęboką wiedzę w dziedzinie organizacji gier zespołowych. Dochodzą do tego kwestie związane z obsługą imprez sportowych pod względem informacyjno-medialnym, wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii telekomunikacyjnych, przekazu RTV, rejestracji i sprawozdań w czasie rzeczywistym.
W obszarze szeroko pojętej turystyki, organizacji i pedagogiki czasu wolnego, animacji rekreacji i odnowy biologicznej, konieczne jest przekazanie studentom „Konopackiej" wiedzy o najbardziej aktualnych kierunkach rozwoju tego sektora usług. Niezbędne jest także wypracowanie u każdego absolwenta umiejętności współpracy zarówno z klientem indywidualnym, jak i z grupami o różnych możliwościach psychofizycznych, odmiennych potrzebach i zainteresowaniach.
Turysta-odkrywcą
Wciąż nie doceniamy atrakcyjności wielu zakątków Polski, które powinniśmy umiejętnie promować zarówno wśród krajowych, jak i wśród zagranicznych turystów. Rzecz jednak w tym, aby oprócz miejsca w hotelu i posiłku w restauracji, zaoferować gościom coś więcej. Ogromny - i wciąż rosnący - udział w rynku turystyki i rekreacji ma sektor usług wellness&spa, bo współczesny podróżnik chce nie tylko zwiedzać i wypoczywać, ale także zregenerować siły i przywrócić organizmowi witalność.
Możemy być dumni, że przyznano nam, wspólnie z Ukrainą, organizację EURO 2012. Daje to naszej Uczelni szansę, jakiej jeszcze nie miała. Ten turniej, wraz z naszymi studentami i absolwentami, musimy wygrać!
Grzegorz K. Janicki
Jak wyjść z narodowej katastrofy Futbolowej
Stan na dziś: najgorsze w Europie Środkowo-Wschodniej boiska, przestarzałe metody szkolenia piłkarzy, niski poziom kształcenia trenerów piłki nożnej. Sukcesy naszej reprezentacji w eliminacjach do Mistrzostw Europy wcale nie oznaczają, że „na dole", tam gdzie szkoli się piłkarski narybek, jest dobrze. - W porównaniu z innymi grami zespołowymi, piłka nożna jest dyscypliną, w której w największym stopniu odgrywa rolę element przypadkowości - twierdzi dr Piotr Wiśnik, trener I klasy, wybitny specjalista w dziedzinie szkolenia piłkarzy. - Ale to nie znaczy wcale, że trenerowi wystarczy doświadczenie i intuicja, by dobrze prowadzić drużynę. Przeciwnie: konieczne jest korzystanie w najnowszych osiągnięć nauki. Tylko w Polsce wciąż prawie nikt w tę, oczywistą wydawałoby się, prawdę, nie chce wierzyć. Infrastruktura? Praktycznie żadna, zwłaszcza w porównaniu z krajami ościennymi - zarówno tymi na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Ta sytuacja trochę się teraz zmienia, powstają sztuczne boiska, ale nie jest to rozwiązanie, bo nienaturalne warunki powodują zwiększoną ilość urazów.
Nie mamy systemu organizacyjno-szkoleniowego piłki nożnej w Polsce, a sposób zarządzania klubami kompletnie nie przystaje do współczesnych światowych standardów. Zaledwie 2-3 % zarządza klubami według sprawdzonego, zachodniego modelu. Tymczasem prezesami klubów niemieckich są w znacznej części doktorzy, a nawet profesorowie... ekonomii i zarządzania! Ten opłakany stan rzeczy wyszedł na jaw, kiedy pewna sieć banków chciała zainwestować w polskie kluby. Gdy jednak jej eksperci poznali rzeczywisty obraz zarządzania polskim futbolem, zrezygnowali z tak niepewnej inwestycji. Stwierdzili: chcemy inwestować, a nie dawać pieniądze za darmo!
Kwestia wieku: nie mamy realnych szans na osiągnięcie wysokiego poziomu piłki nożnej również z tego powodu, że za mało dzieci rozpoczyna szkolenie piłkarskie przed 10. rokiem życia. A to moment optymalny, wynikający z rozwoju biologicznego przyszłego piłkarza.
Zresztą, generalnie w ogóle nie przygotowujemy dzieci do profesjonalnego uprawiania piłki nożnej, bo większość z nich nie ma wpojonych nawyków zdrowego stylu życia. źle się odżywiają, a czas wolny najchętniej spędzają przed komputerem. Na Zachodzie szkolenie piłkarskie zaczynają 6-7-latki, a nawet młodsze dzieci. Wymaga to jednak od trenerów ogromnej wiedzy o możliwościach i uwarunkowaniach biologicznego rozwoju dziecka. Zadaniem trenera jest także nauczenie podopiecznych twórczego podejścia do piłki, a nie „nakazowego" wykonywania poleceń. Mały piłkarz musi wykształcić w sobie mechanizmy samokontroli i utrwalić przekonanie, że jest sam za siebie odpowiedzialny. Dzieci należy szkolić tak, aby maksimum swoich możliwości piłkarskich osiągały po ukończeniu 20 lat, po co najmniej 10 latach treningu. Polscy 16-latkowie bywają lepsi od młodych piłkarzy z zagranicy, bo są silniejsi fizycznie. Ten stan trwa jednak bardzo krótko - już 18-latkowie są gorsi od zagranicznych kolegów o klasę, albo i dwie. Na Zachodzie trening jest wyraźnie zindywidualizowany, u nas - tworzymy drużynę, a potem nic z tego nie wychodzi...
Trenerze, ucz się! (stale): wiedza na temat metod treningu dezaktualizuje się bardzo szybko. Trzeba stale ją uzupełniać i unowocześniać. Tymczasem w naszym kraju wciąż bywa tak, że trenerzy stosują metody treningu z lat 60. i 70.! W Niemczech przyjmuje się, że wiedzę w dziedzinie treningu piłkarskiego trzeba odświeżać i uzupełniać co 2 lata. Działają w tym przypadku takie same zasady, jak w medycynie - postęp jest błyskawiczny i obowiązkiem odpowiedzialnego lekarza i odpowiedzialnego trenera jest stałe dokształcanie się. Na kursach trenera II klasy organizowanych przez WSKFiT, przekazujemy uczestnikom aktualną wiedzę, od roku 2000 wzwyż. Ale jeśli jakiś trener uzna, że uzupełnienie wiadomości nie jest mu potrzebne, bo już „wie wszystko" - nic nie poradzimy.
Zawodnik monitorowany, czyli intuicja nie wystarczy: nie da się już zwiększyć ilościowego obciążenia treningowego, trzeba zatem szukać coraz lepszych rozwiązań jakościowych. Aby robić to skutecznie, niezbędne jest umiejętne wykorzystanie wiedzy z monitoringu zawodników. Monitoringu stałego, prowadzonego w czasie treningu, meczu kontrolnego, ligowego, reprezentacyjnego. Wbrew pozorom, intuicja trenera to za mało: w nowoczesnej piłce nożnej bez komputera i specjalnego programu komputerowego nie da się już sensownie pracować. Nie jest zadaniem zawodnika sygnalizować trenerowi podnoszeniem ręki, że chce być zmieniony, bo jego siły są już na wyczerpaniu. To trener ma wiedzieć, oczywiście po otrzymaniu odpowiednich informacji, które przetworzył komputer, że ten zawodnik jest w stanie efektywnie grać jeszcze np. przez 7 minut. Potem wysoki poziom zakwaszenia organizmu, będzie już tylko utrudniał pracę zarówno jego mięśni, jak i mózgu.
Najkrócej rzecz ujmując: po to, żeby w piłce nożnej działać skutecznie, wystarczy często nacisnąć klawisz. Tylko trzeba wiedzieć, który.
Wydział zamiejscowy w Warszawie
W ostatnim tygodniu czerwca 2007 zakończyliśmy sesję egzaminacyjną dla studentów Wydziału Zamiejscowego WSKFiT w Warszawie. Minął już rok, od kiedy pierwszy raz został przeprowadzony nabór i uruchomiliśmy kształcenie w ramach kierunku wychowanie fizyczne. Zajęcia przebiegały planowo, bez zakłóceń. Wysoki poziom kształcenia zapewniła zatrudniona kadra naukowo-dydaktyczna, dogodna organizacja zajęć, jak również udostępniona na potrzeby naszego Wydziału Biblioteka warszawskiej AWF z około 105 tys. woluminów. Ze szczególną dbałością dokonaliśmy zakupów wyposażenia i pomocy dydaktycznych na zajęcia sprawnościowe, takie jak: teoria i metodyka koszykówki, gimnastyki, lekkoatletyki, pływania, gier i zabaw ruchowych. Kształcenie studentów w zakresie kultury fizycznej obejmuje wychowanie fizyczne, rekreację z elementami turystyki, obozy i dyscypliny sportowe. Program jest rozszerzony o przedmioty kształcenia ogólnego i przedmioty przyrodnicze.
Absolwenci Wydziału Zamiejscowego WSKFiT w Warszawie będą przygotowani do realizacji założeń dydaktyki wychowania fizycznego w szkole podstawowej i gimnazjum, jak również do nauczania przedmiotu - przyroda. Zdobyte w trakcie specjalizacji dodatkowe kwalifikacje instruktorskie, umożliwią zatrudnienie w organizacjach sportowych i placówkach kultury fizycznej oraz w sektorze usług czasu wolnego. Obecnie rozpoczynamy drugi nabór studentów niestacjonarnych, na poziomie licencjackim, który będzie trwał do 16 września 2007 r. Jesteśmy pewni, że w nadchodzącym roku akademickim 2007/2008 umocnimy pozycję Wydziału. Pozyskując kadrę dydaktyczną planujemy nawiązanie współpracy z innymi warszawskimi uczelniami, klubami sportowymi, ośrodkami sportu i rekreacji.
Skoki przez przeszkody - próba dla konia
Zaczęło się od Rundy Młodych Koni (wysokość przeszkód do 125/130 cm), skończyło - Finałem Dużej Rundy - Grand Prix Stowarzyszenia EQUISPORT (wysokość przeszkód do 145 cm). Przez trzy lipcowe dni na Farmie Sielanka rozgrywano Międzynarodowe Zawody w Skokach przez Przeszkody CSI. WSKFiT im. Haliny Konopackiej była oficjalnym Partnerem Akademickim tych zawodów.
Skoki przez przeszkody to bezsprzecznie najpopularniejsza i najczęściej relacjonowana w mediach dyscyplina jeździecka. Na popularność i widowiskowość zawodów w skokach przez przeszkody wpływają między innymi proste i czytelne dla zawodników oraz kibiców zasady ich rozgrywania. Pierwszy konkurs hippiczny rozegrano w 1864 roku w Dublinie. Skoki przez przeszkody od 1912 roku są w programie igrzysk olimpijskich. Mistrzostwa Świata rozgrywane są od 1957 roku, a Mistrzostwa Europy od 1953. W ponad dwudziestu rodzajach konkursów skoków podstawą klasyfikacji sportowej jest najkrótszy czas przejazdu i najmniejsza liczba błędów popełnionych na przeszkodach w trakcie przejazdu.
Zawody odbywają się na otwartym placu lub w hali, gdzie w zależności od klasy i rodzaju konkursu ustawionych jest od 8 do 15 przeszkód (parkur). Podstawowe rodzaje przeszkód to stacjonata, oxer, tripplebarre, mur i rów z wodą. Trudność konkursów jest stopniowana według specjalnego systemu klas odnoszącego się do wieku koni i umiejętności zapisujących się do nich par: jeździec-koń. W Polsce obowiązują następujące klasy konkursów określone miedzy innymi maksymalną wysokością przeszkód: klasa LL- do 80 cm, L do 100 cm oraz P,N,C,CC-1,CC-2, i CC-3, których wysokość wzrasta o kolejne 10 cm w stosunku do klasy L.
Stopień trudności toru przeszkód jest precyzyjnie skorelowany z rodzajem i klasą konkursu oraz rangą imprezy i wynika on z rozmiarów przeszkód i ich wyglądu, z dystansów pomiędzy nimi, z kształtu zakrętów oraz geometrii linii na określoną ilość kroków galopu /foule/. Jedną z podstaw bardzo dynamicznego rozwoju dyscypliny skoków przez przeszkody w Polsce jest bogata tradycja hippiczna naszego narodu i wielkie osiągnięcia sportowe polskich jeźdźców. Brązowy medal zdobyty na Pikadorze przez Adama Królikiewicza na olimpiadzie w Paryżu w 1924 roku był pierwszym w historii polskiego olimpizmu. Polscy skoczkowie sięgali po srebro w konkurencji drużynowej na dwóch olimpiadach, a Jan Kowalczyk - najlepszy jeździec w powojennej historii polskich skoków przez przeszkody w 1980 roku w Moskwie wywalczył na Artemorze tytuł mistrza olimpijskiego. Obecnie polscy jeźdźcy startują w finale Pucharu Świata i w Mistrzostwach Europy, a organizowane w naszym kraju turnieje międzynarodowe coraz bardziej dorównują tym najlepszym na świecie. Położona zaledwie 50 km od Warszawy Farma Sielanka w Warce jest miejscem idealnym dla organizacji takich imprez. Na ponad 100-hektarowej przestrzeni, którą zajmuje, mieści się wygodny hotel, centrum konferencyjne, restauracja, karczma i tereny profesjonalnie przygotowane do rozgrywania zawodów sportowych gier terenowych, pokazów, a nawet spływów kajakowych. Farma Sielanka jest również idealnym miejscem do prowadzenia kursów i szkoleń.
Chaos i uporządkowanie, albo przepisy albo kryształy
Kreacjoniści twierdzą, iż świat powstał za przyczyną Stwórcy.
Św. Jan Ewangelista pisał - bez dokładnego cytatu - iż: „na początku było słowo a słowo było u Boga i Bogiem było słowo", co by oznaczało, że porządkująca, logiczna informacja (słowo) była konstruktorem wszechrzeczy. I prawdopodobnie ma to istotne uzasadnienie. Oczekiwać bowiem, że bałagan sam się uporządkuje bez odpowiedniego pokierowania z zewnątrz, raczej nie należy. Wprawdzie Darwinowi przypisuje się odkrycie mechanizmu porządkującego gatunki jakby z różnorodności, czyli z chaosu, ale i w tym jest zawarta głęboka logika określająca dobór naturalny jako konsekwentne, dobrze przemyślane, celowe działanie. Dlaczego o tym piszę? Na pewno nie po to, aby skłaniać Czytelników do jałowego filozofowania, lecz z co najmniej z dwóch innych powodów. Po pierwsze, z głębokiej wewnętrznej potrzeby poszukiwania prawdy formułowanej poprzez uznane autorytety, która to prawda powinna zawsze odwoływać się do zasad. Po drugie, z narastającego osobistego zaniepokojenia, że zaczyna w społeczeństwach brakować skutecznych obrońców wszelkiego uporządkowania, obserwuje się natomiast lawinowy napływ zwolenników chaosu, którzy - jak się wydaje - są powszechnie akceptowani i przyjmowani bezkrytycznie.
Chaos na co dzień
Przyjrzyjmy się niektórym faktom, które dotyczą naszej codzienności w bardzo szerokim spektrum przejawów powodujących, że musimy bezustannie stawiać czoła chaosowi. Zaczynając od „góry" i obserwacji systemu prawnego, wszelakich ustaw, rozporządzeń, przepisów wykonawczych tworzonych systematycznie przez „górę" widzimy, że chaos w tej materii pogłębia się. Coraz więcej uczestników życia społecznego przyznaje, że nie jest w stanie zjawiska prawnego rozpoznawać, nie mówiąc już o uporządkowanej - logicznej możliwości zastosowania czy interpretacji istniejących przepisów. Nie wdając się w analizę, czy taka sytuacja wynika z niekompetencji, głupoty, partykularyzmu, bo chyba raczej nie ze złej woli kreatorów, można stwierdzić, że stan ten nie pozwala na przejrzystą, uporządkowaną działalność zarówno gospodarczą, jak i społeczną. Powoduje chaos w stosunkach międzyludzkich, doprowadza niekiedy rozmaite podmioty czy jednostki do upadłości, konfliktu z prawem (jakim?), albo wyłączenia ze społeczeństwa. Tak więc mamy ewidentny dowód, że chaos bierze górę nad uporządkowaniem i nie ma siły sprawczej, która mogłaby temu postawić tamę. Wprawdzie w niezbyt odległej historii istniała u nas Komisja odbiurokratyzowania gospodarki, mająca prawdopodobnie na celu jakieś uporządkowanie, ale jej działalność została przerwana, natomiast jej przewodniczący prof. Leszek Balcerowicz objął zaszczytną funkcję prezesa NBP.
Rozrost biurokracji i administracji, przepisów uzasadniających konieczność jej istnienia, znacznie się spotęgował. Wygląda na to, że w tym zakresie sprawy nie idą w dobrym kierunku, bo tworzone są kolejne akty normatywne, wprowadzające znacznie większy chaos interpretacyjny i nikt nie obiecuje, że zostanie przerwany ten szaleńczy proceder. Tu znowu nie będziemy analizować, kto i z jakimi kwalifikacjami odpowiada za tę „nowatorską twórczość".
Równi i równiejsi
Ewidentny przykład przewagi chaosu nad uporządkowaniem obserwujemy w systemie edukacji na wszystkich właściwie poziomach. Retoryczne jest pytanie, komu przeszkadzał poprzedni system oświaty - ośmioletnia podstawówka i czteroletnie liceum, którego zlikwidowanie spowodowało rozmaite przejawy chaosu, łącznie z zagrożeniami wychowawczymi w nowo powołanych gimnazjach. Przy okazji marginalizowano szkolnictwo zawodowe, w szczególności technika, co z kolei spotęgowało i tak już drastyczny brak fachowców budowlanych, mechaników, elektryków, hydraulików pogłębiony dodatkowo exodusem za granicę ludzi znających dobrze swój fach.
O chaosie w kwestii nowej matury nie ma sensu pisać. A jeśli idzie o szkolnictwo wyższe, to mamy chaos do kwadratu. W zasadzie Ustawa dzieli uczelnie wyłącznie na akademickie i zawodowe, wśród których jest miejsce jedynie dla podziału na dobre lub słabe. Natomiast praktycznie, przy nadal utrzymywanym koncesjonowaniu, nie wiadomo, z jakiego tytułu zarówno władza jak i społeczeństwo dzielą uczelnie na państwowe oraz niepaństwowe.
Oczywiście wynika stąd chaos i niejasność w przydzielaniu dotacji, stypendiów, interpretacji zatrudnienia kadry dydaktycznej w takiej lub innej uczelni. Czy jest szansa na jakiekolwiek uporządkowanie w tej materii? Zapewne nie, bo ścierają się tu interesy partykularne takie lub inne, których po wejściu w życie nowej Ustawy Prawo o Szkolnictwie Wyższym miało praktycznie już nie być. Ustawa jest znowu nowelizowana, ale jeszcze nie wiadomo, w jakim kierunku będą szły zmiany.
Internet - na dobre i na złe
Przykłady chaosu w przemyśle i rolnictwie po „reformie Balcerowicza" skądinąd obiektywnie potrzebnej, mogą być tematem odrębnej monografii, którą warto byłoby napisać. Natomiast interesujące zjawiska przewagi chaosu nad uporządkowaniem obserwuje się w ważnym sektorze ogólnie zwanym kulturą. Tu mamy do czynienia z przykładami wymuszania globalnego chaosu w treściach i w tematyce wartości, piękna, harmonii, na rzecz wszelakich udziwnień, szokowania złem i agresją, niszczeniem ponadczasowych autorytetów. Mamy to na co dzień w mediach elektronicznych i papierowych, a nawet w muzyce, teatrze, filmie lub na wystawach. W niektórych przypadkach chaos graniczy z niezrozumiałym zupełnie zdziczeniem.
Mamy Internet, najbardziej demokratyczne medium elektroniczne, spełniające rolę edukacyjno - informującą nie do przecenienia. Jest on jednak wykorzystywany przez złych ludzi, w tym także przestępców, do szerzenia szkodliwych treści, do kradzieży i łamania prawa, nawet do terroryzmu. Czy można tu coś uporządkować? Raczej słaba jest na to nadzieja, bo trzeba by „wylać dziecko z kąpielą", stosując jakąś cenzurę, zachować się w sposób niedemokratyczny. Tak więc i tu chaos weźmie prawdopodobnie górę nad uporządkowaniem.
Panaceum?
O wielu innych przejawach promowania chaosu może tym razem już nie pisać, wypadałoby natomiast zaproponować panaceum - receptę zaczerpniętą z obserwacji przyrody, którą człowiek wykorzystuje. Wpływ na uporządkowanie, harmonię i wewnętrzny spokój ludzki można uzyskać śledząc, a może też wykorzystując w praktyce wytwory materii przyjmujące struktury kryształu.
Co ma wspólnego jedno z drugim, przepisy i kryształy? Otóż, wbrew pozorom, bardzo wiele. Nie tylko fizycy dokładnie wiedzą, że każdy kryształ zbudowany jest jako pewna uporządkowana struktura geometryczna, kolejne z nich tworzą niekiedy bardzo skomplikowane formy. Odnajdujemy je w metalach i niemetalach, a obserwowane w zimie zamarzające cząsteczki wody - śnieg, ukazują nam, jak piękne i niezwykłe są te uporządkowane twory. Wprowadzenie drobnego, nieprzewidzianego zanieczyszczenia w strukturę kryształu powoduje, że już nie ma on uporządkowanej formy geometrycznej i traci swoje niepowtarzalne właściwości. Najlepszym przykładem celowego wykorzystania monokryształów, czyli jednorodnych uporządkowanych struktur materii jest zastosowanie ich do wykonania podstawowych elementów komputerów - procesorów i pamięci elektronicznych. W tym przypadku mamy do czynienia z monokrystalicznym krzemem lub innymi materiałami mającymi własności półprzewodników. Kryształy stosowane są między innymi w zegarkach, urządzeniach dokładnego pomiaru i laserach, dzięki czemu mamy wspaniałą diagnostykę i możliwość terapii. Jednym słowem, uporządkowany materiał daje niezwykle korzystne efekty, a nawet realizuje procesy zbliżone do życiowych. Natomiast chaos, brak logicznego uporządkowania, przyczynia się często do zguby i śmierci.
Weźmy się za porządki!
Skoro wiemy, że taka jest prawidłowość, to dlaczego nie porządkujemy dowolnych dziedzin, także społecznych, korzystając z przykładu struktury kryształu?. Czy komuś zależy na promowaniu chaosu? Chyba nie, a mimo to spotykamy go coraz więcej i rujnuje nam on wiele naszych sytuacji życiowych. Niektórzy z nas w różny sposób bronią się indywidualnie przed chaosem, zamieszaniem, a także szumem, jako niekontrolowaną energią pola wytwarzanego sztucznie przez rozmaite urządzenia elektryczne, elektroniczne, mikrofale, urządzenia bezprzewodowe, satelitarne itp. Człowiek jest istotą wewnętrznie uporządkowaną, podobno nawet woda w naszym organizmie ma strukturę krystaliczną. Jesteśmy też "energetyczni", emitujemy wprawdzie pole niezbyt dużej mocy, ale otaczający szum z pewnością nie idzie nam na zdrowie. Znaleźli się nawet producenci (Oczywiście w USA!) zalecający wszystkim noszenie krystalicznie uformowanej zawieszki (bioelectric shields), mającej chronić nas przed złą, chaotyczną energią, wykorzystując w tym zjawisko rezonansu fal. Podobno pomaga...
Korzystajmy więc w każdym postępowaniu z wzorców jakie ukazuje otaczająca nas przyroda, której dewizą było i jest uporządkowanie a nie chaos, a na pewno będzie nam dużo lepiej. Brońmy się przed chaosem!
Grzegorz Janicki
Kwiecień 2007r.
Kinesio TAPING
- Współczesny pacjent jest zwykle bardzo niecierpliwy: oczekuje od lekarza błyskawicznego „naprawienia" swojego organizmu. Najchętniej łyknąłby jakąś magiczną tabletkę. Przestaliśmy wierzyć, że nasze ciało ma naturalną skłonność do samoleczenia, pod jednym wszakże warunkiem...
... że nie będziemy mu w tym przeszkadzać! To prawda, że w miarę rozwoju cywilizacji jakby straciliśmy zaufanie do mądrości naszego organizmu, więc często nie dajemy mu szansy, by sam poradził sobie z jakimś problemem. Tymczasem z całą pewnością możemy mu w tym pomóc. Kinezjotaping to metoda terapeutyczna, która zakłada wspomaganie naturalnych sił naszego ciała - cudownego i jedynego w swoim rodzaju mechanizmu.
- Może nie ufamy naszemu organizmowi dlatego, że choć teoretycznie znamy jego budowę i funkcjonowanie, nasza wiedza jest bardzo powierzchowna i niepełna.
- Trudno oczekiwać, żeby zwykły człowiek znał się na skomplikowanych mechanizmach działania naszego ciała. To ogromna i wysoko specjalistyczna wiedza. Kiedy chcemy sięgnąć prawą ręką po jakiś przedmiot, nie zastanawiamy się, z którego punktu zaczyna się ten ruch, jakie grupy mięśni i które stawy musimy w tym celu uruchomić. A to działa na zasadzie domina: gdy poruszy się pierwszy klocek, inicjuje „falę". Wykorzystujemy tę wiedzę w praktyce kinezjotapingu.
- Czyli, choć mamy problemy z podniesieniem prawej ręki, być może działanie terapeutyczne powinno dotyczyć zupełnie innego miejsca?
- Tak, i cała sztuka polega na tym, żeby umieć znaleźć ten „pierwszy klocek", a potem skutecznie zadziałać, wykorzystując istnienie łańcuchów kinematycznych i zjawisko „pamięci ruchu"
- Magia?
- Nie, głęboka naukowa wiedza o funkcjonowaniu naszego ciała i praktyczne umiejętności.
- Naklejenie plastra nie wydaje się wielką sztuką...
- Plaster o nazwie Kinesio Tex ma grubość, ciężar właściwy i rozciągliwość - w zakresie 130-140% - zbliżone do parametrów ludzkiej skóry. Jest wodoodporny, przepuszczalny dla powietrza, co pozwala na niezakłóconą wymianę cieplną. Działanie plastra jest różne w zależności od miejsca i sposobu naklejenia.
- Pionierem kinezjotapingu był ponad 20 lat temu japoński chiropraktyk doktor Kenzo Kase.
- Założeniem jego koncepcji było, aby zastosowana terapia mogła oddziaływać na pacjenta nie tylko w czasie wizyty, ale i po jej zakończeniu, bo często pozytywne działania fizjoterapeutyczne zanikają wraz z upływającym czasem. Plastry aktywują działanie terapeutyczne trwające 24 godziny na dobę, przez kilka-kilkanaście dni. Kinezjotaping to przede wszystkim oddziaływanie sensoryczne na zakończenia nerwowe w skórze, które są drażnione przez taśmę, o rożnej rozciągliwości.
- W jakich schorzeniach kinezjotaping jest skuteczny?
- Przede wszystkim w schorzeniach i dysfunkcjach narzadu ruchu. - Ta metoda działa na mięśnie, powięzie, stawy, układ limfatyczny i nerwowy. Zmniejsza ból, usuwa zastoje i obrzęki limfatyczne, poprawia mikrokrążenie wspomaga pracę mięśni, poprzez aktywowanie mięśni uszkodzonych, normalizuje napięcie mięśniowe, koryguje niewłaściwą pozycje stawu, pozwala na zachowanie pełnego zakresu ruchów w stawie. Pragnę dodać, że podstawa działania kinezjotapingu jest diametralnie różna od działania tapingu sportowego
- I naprawdę można go nosić przez kilka dni?
- Tak, ryzyko reakcji alergicznej jest minimalne pod warunkiem, ze plaster jest aplikowany na suchą skórę, bez maści i kremów
- Plaster Kinesio Tex nie jest „magiczną tabletką", ale wydaje się być bliski tego ideału.
- W mojej praktyce stale przekonuję się, że jeśli zaufamy naszemu ciału i trochę mu pomożemy w powrocie do równowagi - efekty mogą być naprawdę znakomite.






